piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 1

Rok później



Mia

Spojrzałam na Adriana ze złośliwym uśmieszkiem, czując irytacje. Chłopak to zauważył i popatrzył się na mnie pytająco. Zaśmiałam się cicho pod nosem, nadal nic nie mówiąc. Uwielbiałam go denerwować.
-Możesz powiedzieć o co ci chodzi? – Jego głos sprawił, że wszyscy podnieśli głowy do góry i wbili w nas swoje natarczywe spojrzenia. Zerknęłam na każdego po kolei . Przez ten rok wiele się zmieniło, ale żadne z nas nie wiedziało czy na lepsze.
-Jesteś idiotą wiesz? – Blondyn wyglądał na zdumionego.
-Teraz się o tym przekonałaś? – Spytał żartobliwie Michał, ale szybko umilkł, gdy Adi posłał mu mordercze spojrzenie.
-O co ci chodzi M? – Wywróciłam oczami, wyjmując  z torebki paczkę czerwonych LD.
-Minął już ponad rok, a ty nie wziąłeś się jeszcze do roboty. – Oznajmiłam, wkładając papierosa do ust.
-O czym ty bredzisz? – Leniwie rozpaliłam szluga i przyjemnie się zaciągnęłam, odchylając głowę w tył. Wypuściłam szary dym i odpowiedziałam:
-O Lenie geniuszu? – Michał, który najwidoczniej doskonale rozumiał o co chodzi, zachichotał.
-Zaczniesz mówić jaśniej? – Robił się poirytowany, co wywołało u mnie szeroki uśmiech.
-No wiesz te wasze ukradkowe spojrzenia, przypadkowe dotknięcia?
-Piłaś coś dziś?
-To nie ma nic do rzeczy –popatrzył na mnie wymownie. – Nie zmieniaj tematu. Lecicie na siebie, to jasne. – Westchnął ciężko, opierając się o ścianę.
-Co ty sobie znów ubzdurałaś?
-Stary nie wierze, że to powiem, ale ona ma racje. To widać gołym okiem. – Wtrącił Kamil, który na chwile oderwał się od przepisywania pracy domowej. Nie zaszczyciłam go nawet jednym, krótkim spojrzeniem. Moja chwila załamania zeszłego roku odeszła w niepamięć. Przynajmniej dla mnie.
-Spójrzcie na siebie! – Wybuchnął Adrian. Posłałam mu pytające spojrzenie, zauważając, że Kamil kręci ostrzegawczo głową. Chciałam dowiedzieć się o co chodzi, ale postanowiłam odłożyć to na później.
-I znów zmieniasz temat. – Przypomniałam.
-Lena nie lubi mnie w ten sposób. – Wyjaśnił chłodno.
-Zakład?- Spytałam odważnie, pewna swego. Jego brwi powędrowały do góry.
-Żartujesz sobie?
-M nie kłopocz się, on nie ma jaj. – Zaśmiał się Michał, któremu posłałam  radosny uśmiech.
-Oj ucisz się! – Upomniał go Adrian, ale Michał tylko zachichotał.
-No tak jak? – Drążyłam temat.
-Co z tego będę miał?
- Ją w swoim łóżku – Uśmiechnęłam się szyderczo. – Umówisz się z nią dziś. Jeżeli się zgodzi to znaczy, że mieliśmy racje, a uwierz mi, że właśnie tak jest.
-A ty? Co z tego będziesz miała?- Spytał podejrzliwie.
-Satysfakcje, ona mi w zupełności wystarczy.
-Zgoda. – Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu.
-Tak myślałam.
-Co tu się dzieje?! – Do łazienki wpadła Lena.
-Hej maleńka.– Cmoknęłam ją w policzek. – Nic ciekawego. Tak sobie gawędzimy tylko. – Widziałam w jej oczach, że nie do końca mi uwierzyła, ale mimo to uśmiechnęła się lekko. Przez ten rok to ona zmieniła się najbardziej. Przestała być cichutką myszką. Stała się zabawna i uwodzicielska. Idealnie do nas pasowała. Wciąż czasem zachowywała powagę i rozum… No, ale ktoś w końcu musiał. Teraz była naszą seksowną blondyneczką.
-Gdzie Paula? – Spytał Michał, przyglądając się naszej dwójce z ponurą miną.
Wiedziałam, że nie podoba mu się to, że Lena zastąpiła mi Paule, ale nic nie mogłam na to poradzić, byłam zbyt samolubna egoistką by się tym przejmować.
-U Dyrka. Podpadła na polskim.
-Norma. – Skwitował i podniósł swój plecak z podłogi. – Pajdę poprawić jej humor. – Powiedział i wyszedł. Popatrzyłam w ślad za nim, ale tylko wzruszyłam ramionami.
-Co dziś robimy? – Zapytała blondynka, siadając obok Kamila, zaglądając mu przez ramie.
-Otwierają dziś nowy klub. – Zaproponowałam.
-Wpuszczą nas? – Lena przygryzając wargę, zerknęła na mnie pytająco.
-O to się nie martw. – Powiedziałam uspokajająco i chwyciłam swoją torbę. – Idę.
-Gdzie? – Marszcząc brwi, wstała i podeszła do mnie.
-Jestem umówiona. – Szepnęłam, tak by tylko ona usłyszała.
-Czyżby? Który to w tym tygodniu? – Wydawała się wkurzona i zatroskana jednocześnie.
-Czy to ważne? – Spytałam poważnym głosem.
-Nie uważasz, że trochę przesadzasz?
-Myślę, że to nie twoja sprawa. – Odpowiedziałam chłodniej niż zamierzałam.
-Martwię się o ciebie.
-Nie potrzebnie. – Z tymi słowami wyszłam. Miałam jeszcze jedną lekcje, ale historia nie była moim ulubionym przedmiotem. Przemierzałam długi korytarz, by na końcu wydostać się na zewnątrz. Słońce wiało wysoko na niebie, ale wiał zimny wiatr. Opatuliłam się skórzaną kurtką i ruszyłam w stronę domu, starając się wymazać wszystko z głowy.

Lena

Z westchnieniem oderwałam wzrok od drzwi. Ona nigdy się nie zmieni. Pomyślałam i zerknęłam na Adiego. Napotykając mój wzrok uśmiechnął się delikatnie.
-Nie przejmuj się nią.
-Łatwo mówić.
-Wcale nie. Jest także moją przyjaciółką, ale chyba póki ona nam na to nie pozwoli, nie pomożemy jej. – Mówił poważnie i miał racje.
-Pierwszy raz powiedziałeś coś mądrego. – Zażartowałam.
-Nie jesteś zabawna. – Mimo tych słów uśmiechnął się szerzej.
-Jestem i dobrze o tym wiesz. – Wyszczerzyłam się, obserwując go spod przymrużonych powiek. Jednym krokiem zmniejszył całkowitą odległość między nami. Był tak blisko, że czułam zapach jego perfum.
-No dobrze, jesteś zabawna, ale musimy porozmawiać. Poważnie. – Szepnął.
-Tak? A o czym? – Spytałam podejrzliwie, zerkając na Kamila, który pakował właśnie swoje rzeczy. Wróciłam wzrokiem do Adriana. Wydawał się być zakłopotany. – no wyrzuć to z siebie. – Zachęciłam go ze śmiechem. Kam posłał w naszą stronę rozbawione spojrzenie.
-Jesteś żałosny stary. – Skwitował i zarzucił plecak na ramie.
-Stul pysk. – Warknął blondyn, nie odwracając ode mnie wzroku.
-Nie denerwuj się tak misiaczku. – Głos Kamila był sarkastyczny.
-Ach, jak wy się kochacie. – Zaśmiałam się, gdy czarnowłosy otwierał drzwi.
-Bardzo, co nie ty mój przystojniaczku?  -Za nim Adrian zdążył coś odpowiedzieć, Kam zniknął za drzwiami.
-Zabije go i to będzie piękny dzień. – Parsknęłam śmiechem.
-Już to widzę.
-Dobra. Chuj z Kamilem. Przejdźmy do ważniejszych spraw.
-Słucham? Powiedz co ci leży na sercu. – Westchnął i przeczesał włosy palcami.
-Tak sobie pomyślałem… - Uniosłam brwi w oczekiwaniu. – Może chciałabyś gdzieś ze mną wyskoczyć? – Spytał cichutko. Z początku nie zrozumiałam znaczeni tych słów, ale gdy dotarł do mnie z całą mocą, oblałam się gorącym rumieńcem.
-Tylko my dwoje?
-Tak.
-Masz na myśli randkę? – Widząc moje zdezorientowanie, sięgnął po moją rękę.
-Tak mi się wydaje. – Spojrzałam mu w oczy. Mówił całkowicie poważnie. O Boże! Byliśmy przyjaciółmi, dobrze się znaliśmy(przynajmniej, jak na rok znajomości). Podobał mi się od samego początku, ale nigdy nie sadziłam, że może chcieć czegoś więcej. – To jak? – Ponaglił mnie.
-Eee… Jasne. Bardzo chętnie. – Odetchnął z widoczną ulgą.
-W takim razie w sobotę? – Pokiwałam głową, a on pochylił się nade mną i musnął delikatnie moje wargi. Sparaliżowana zdziwieniem, przestałam nawet oddychać. Odsunął się po chwili i uśmiechną.
-To do zobaczenia. – Pogłaskał mój policzek.
-Tak. Do zobaczenia. – Wydusiłam z siebie, a gdy zestalam sama z niedowierzaniem spojrzałam w lustro.
-Pocałował mnie. – Szepnęłam do siebie. – o Kurwa. – Wyciągnęłam z torebki komórkę i wybrałam numer Mii. Nie odebrała. Po pięciu sygnałach odezwała się jej poczta głosowa: ‘’Nie trudź się i tak nie odsłucham tego gówna.’’ Pocieszające.
-Musimy pogadać. – Zaryzykowałam i rozłączyłam się. Musiałam jej o tym powiedzieć. Komukolwiek. Poprawiłam włosy, pomalowałam usta błyszczykiem i ruszyłam do klasy. Mieliśmy teraz historię. Ostatnia lekcja. Boże, jak ja usiedzę na miejscu? Gdy weszłam do Sali nauczycielki jeszcze nie było. Zawsze się spóźniała. Zajęłam miejsce obok nadąsanej Pauliny.
-I co ci gadał? – Zagaiłam, gdy zauważyłam, że ona nie ma zamiaru pierwsza rozpocząć rozmowy.
-To co zawsze – jej głos był znużony. – że zadzwoni do rodziców bla, bla, bla coś o obniżeniu zachowania bla, bla ,bla. Jakby mnie to kurwa interesowało.
-No to chujowo. – Zerknęła na mnie z niesmakiem.
-Wiesz, że powinnam cie nienawidzić?  -Mało nie spadłam z krzesła,
-Co? Dlaczego? – Byłam prawdziwie zdziwiona.
-Stanęłaś między mną a Mią.
-Wcale nie! – Byłam oburzona. Co ona wygaduje?
-W ogóle! Przestań zachowywać się, jak durna kretynka. Gdyby nie ty, między mną a Mią byłoby, jak dawniej. – Zacisnęłam pięści, ciskając w nią błyskawicami.
-To nie moja wina, tylko wybór Mii. – Powiedziałam spokojnym głosem, będąc pewna swego. – Najwidoczniej nie byłaś wystarczająca. – To już dodałam złośliwie, bo wcale tak nie myślałam.
-Ty suko! – Rzuciła się na mnie i obie wylądowałyśmy na twardej podłodze.
-Złaź ze mnie! – Warknęłam, ale ona zaczęła ciągnąć mnie za włosy.
-Pożałujesz ty blond pizdo! – Nim zdążyłam zareagować, wymierzyła mi policzek, paznokciami rozdzierając skórę. Wpadłam w prawdziwą  furie. Zepchnęłam ją z siebie i zaczęłam okładać pięściami, nie patrząc w co trafiam. Słyszałam nad sobą gwizdy i okrzyki reszty klasy.
-Zabije cie. – Wysyczałam i w tej samej chwili poczułam, jak ktoś chwyta mnie w pasie i odciąga od Pauliny.
-Dość tego. – Przy uchu zabrzmiał mi rozwścieczony głos Michała. Wyrwałam się jego uścisku i posłałam mu wściekłe spojrzenie.
-Radze ci wysłać swoją dziewczynę do lekarza. Niech zaczepią ją na wściekliznę. – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby wybiegłam z klasy. Tego było za dużo.

Paula

-Zabije tą sucz…-  Powiedziałam, ocierając krew z rozciętej wargi.
-Uspokój się. – Polce Michała musnęły mój policzek
-Nie daruje jej tego. – Ciągnęłam dalej.
-Przecież to nie jej wina, że Mia zachowuje się, jak zołza. – Popatrzyłam mu w oczy.
-Bronisz ją? – Warknęłam.
-Kochanie nikogo nie bronie, ale… - Odepchnęłam go od siebie ze wściekła.
-Po czyjej jesteś kurwa stronie?! – Wrzasnęłam, ale on tylko westchnął ciężko.
-Po żadnej, ale sama pomyśl. Lena tak naprawdę nic nie zrobiła.
-A wal się! – Podniosłam torbę z podłogi i wybiegłam z łazienki. Nie gonił mnie. Nigdy tego nie robił, zbyt dobrze mnie znał, by wiedzieć, że to na nic. Wyszłam ze szkoły, wpadając na Kamila.
-Hej… Uuu co ci się stało? Michał cie pobił? – Chwycił moją brodę i przejrzał się wardze.
-Taka mała sprzeczka. – Powiedziałam wywracając oczami. Jego brwi powędrowały do góry.
-Z Michałem? – Parsknęłam śmiechem, mimo że wcale śmiać się nie chciałam.
-Nie pajacu! Z waszą ukochaną Lenką. – Puścił mnie i cofnął się o krok.
-Nie gadaj. Serio?
-To takie dziwne?
-Myślałem, że jesteście przyjaciółkami. – Prychnęłam.
-Ty naprawdę jesteś ślepy.
-A ty wredna. – Pokazałam mu środkowy palec i ruszyłam przez bosko. Wyjęłam z kieszeni kurtki pogiętego szluga i rozpaliłam go. Gorzko-miętowy dym trochę mnie uspokoił. Mieszkałam niedaleko szkoły, więc w domu znalazłam się w dziesięć minut. Rzuciłam torbę i klucze na krzesło stojące obok drzwi i z posępną mino wmaszerowała w głąb domu. Matka z kieliszkiem czerwonego wina, siedziała w jadalni przy stole. Gdyby tyko o siebie zadbała, wyglądałaby powalająco, a facetów miałaby na pęczki, ale w rozciągniętym starym swetrze, spranych jeansach i z kokiem na czubku głowy mogłaby by tylko sprzątać kibel. Jeszcze te jej zapijaczone oczy… Boże.
-O Paula, ty już w domu? – Podniosła na mnie ospałe spojrzenie.
-Jak widać. – Próbując wykrzesać z siebie uśmiech, wzruszyłam ramionami.
-Co ci się skarbie stało? – Machnęłam lekceważąco ręką i usiadłam obok niej.
-Nic takiego.
-Dzwonił tata. – Sięgnęłam po butelkę wina i wlałam jej zawartość do szklanki, stojącej nieopodal.
-I? – Spytałam z obojętnością.
-Pozdrawia cie… - Powiedziała miękko. Najbardziej bolało mnie to, że ona wciąż kocha tego dupka.
-Niech wsadzi sobie te pozdrowienia głęboko w dupę. – Zaśmiała się, upijając łyk z kieliszka.
-Powiedziałam że niedługo przyjedzie.
-Jasne. – Odchyliłam się na krześle do tyłu i posłałam jej pobłażliwe spojrzenie. – Wzięłabyś się za siebie.
-Ogarnę się, jak będę szła do pracy. – Westchnęłam.
-Nie o to mi chodzi mamo. Nie widzisz co się z tobą stało?
-Oj daj spokój. Idę spać.
-Jasne, śpij dobrze. – Opadłam do przodu z hukiem. – Spij dobrze.

Mia

Gdy dobiegł mnie dźwięk pukania do drzwi, narzuciłam na nagie ciało luźny podkoszulek i zbiegłam na dół. W podskokach dopadłam drzwi, które otworzyłam z rozmachem.
-Część przystojniaku. – Rzuciłam w stronę Łukasza. Chłopak był kilka lat starszy ode mnie i to zazwyczaj u niego kupowałam to co mi do szczęścia potrzebne.
-Cześć śliczna. – Przyciągnął mnie do siebie i pocałował żarliwie. – Wybacz za spóźnienie.
-Nie ważne. – Wciągnęłam go do środka, zatrzaskując drzwi. – Masz coś dla mnie?
-Jak zawsze – Musnął moją szyje. – ale to może potem. – Zaśmiałam się i przylgnęłam do jego ciepłego ciała.
-No cóż, mogę poczekać. – Pchnął mnie na schody za nami i zaczął błądzić rękoma po moim ciele.
-Jesteś taka piękna. – Szepnął, ale ja tylko wywróciłam oczami. Nie chciałam od niego niczego więcej niż seksu i prochów. Jęknęłam cicho, gdy jego ręce powędrowały między moje uda. Nasze oddechy połączyły się w jedność, gdy zetknęły się nasze usta. Zero uczuć, czysta przyjemność. Zawsze to sobie powtarzałam. W chwili, w której rozpiął rozporek spodni, otworzyły się drzwi i stanął  nich Kuba.
-Kurwa. – Wycedziłam, próbując pohamować pożądanie.
-Nie mażecie w sypialni? – Warknął, wchodząc do środka.
-Odczep się. Możesz poczekać w kuchni?
-Och jasne, nie ma problemu. – Powiedział sarkastycznie, rzucając mi ostrzegawcze spojrzenie. Gdy Kuba zniknął w drugim pomieszczeniu, odepchnęłam od siebie Łukasza.
-Wybacz. Nie spodziewała się tego pajaca tak wcześnie. – Chłopak uśmiechnął się złośliwie.
-Dokończymy następnym razem. – Oznajmił i podał mi małą, przezroczystą torebeczkę wypełnioną białymi tabletkami.
-Następnym razem. - Powtórzyłam.
-Do zobaczenia piękna. – Musnął moje usta i wyszedł. Wstałam, poprawiłam bluzkę i weszłam do kuchni. Kuba stał przy szafce, wypakowując zakupy.
-Zachowujesz się, jak dziwka. – Rzekł bez niepotrzebnych wstępów. Miło.
-Dzięki. – Usiadłam na stole, a na języku położyłam jedną tabletkę.
-Który to w tym tygodniu? – Spytał złośliwie, odwracając się w moją stronę.
-Mamy piątek, tak? W takim razie piąty. – Powiedziałam z uśmiechem.
-To cie bawi?
-A mam płakać?
-Masz łątkę puszczalskiej! Nie obchodzi cie to w ogóle?
-Nie obchodzi mnie to co myślą o mnie inni. Po prostu lubię seks. – Oznajmiłam, mierżąc się z nim wzrokiem.
-Gówno prawda! Okłamujesz samą siebie. Komu chcesz coś udowodnić?
-Jak zwykle dramatyzujesz– Podszedł do mnie i położył dłonie po obu stronach moich nóg.
-OGARNIJ SIĘ MIA. – Warknął, patrząc mi w oczy.
-Idziesz dziś z nami do klubu? – Spytała, jakby nic nie mówił. Cofnął się o krok, wyrzucając z frustracji ręce do góry.
-Przestaniesz się tak zachowywać?!
-Jak?!
-Jakby nic cie nie ruszało. – Zacisnęłam usta w wąską kreskę, ale powiedziałam wesoło:
-Dramatyzujesz. – Zeskoczyłam ze stołu, a z lodówki wyjęłam butelkę whisky. – Idę się szykować. -Nie  patrząc więcej na niego popędziła do swojego pokoju. Nienawidziłam z nim takich konfrontacji. Zawsze musiałam udawać głupią ździrę. W prawdzie byłam zdzirą, ale nie głupią Opadłam na łóżko i odkręciłam butelkę.
-Życie jest do kitu.


wtorek, 24 czerwca 2014

Prolog

Mia

 -Mia! – Usłyszałam za sobą czyjś znajomy głos. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła, szukając w    pobliżu chłopaka, który mnie wołał. Moim oczom ukazała się roześmiana twarz Rafała. Jak zwykle jego    ciemne blond włosy były postawione na żel, a w piwnych oczach tańczyły radosne iskierki.
 -Czego chcesz czubku? – Spytałam, całując go w kącik ust. Z Rafałem byliśmy kumplami ze szkoły i do    łóżka. Żadnych zobowiązań czy uczuć.  Czysta przyjemność.
 -Idziemy zajarać? – Uśmiechnęłam się szeroko.
 -Co to za pytanie?
 -Tak myślałem. – Złapał mnie za rękę i pociągnął na tyły szkoły. Oboje schowaliśmy się przed deszczem pod  maleńkim daszkiem.
-Dopiero wrzesień, a pogoda już się pierdzieli. – Stwierdziłam smutno.
-No wiesz, przyroda płacze razem z nami, w końcu to początek roku. – Powiedział sarkastycznie, wyciągając z plecaka paczkę czerwonych Chesterfieldów.
-Sprowadzasz mnie na złą drogę. – Oznajmiłam, częstując się jednym.
-Ja ciebie? Chyba ty nas wszystkich. – Uśmiechnęłam się łobuzersko, rozpalając papierosa.
-Przesadzasz – Wzięłam głęboki wdech, zatruwając swoje płuca… Byłam dopiero w trzeciej gimnazjum, a Rafał w drugiej liceum, ale czasem robiłam odważniejsze ( może raczej głupsze) rzeczy od niego. Nie piłam i paliłam dla popisu, jak większość. Nie byłam zbuntowaną nastolatką( no może trochę), ale po prostu taka byłam i nic nie mogło tego zmienić. – Kto to? – Spytałam, spoglądając w stronę bramy, prowadzącej na teren szkoły. Rafał podążył za moim wzrokiem i wzruszył ramionami.
-Pewnie jakaś nowa. – Zagryzłam wargę, przyglądając się blondynce. Szła niepewnie, rozglądając się wokół. Tak, na pewno była nowa. Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam  jej stronę.
-Ej, gdzie idziesz?! – Zawołał za mną Rafał, ale posłałam mu tylko całusa, nie zatrzymując się.
-Hej. – Rzuciłam przyjaźnie do dziewczyny, która zatrzymała się gwałtownie.
-Mówisz do mnie? – Spytała, zerkając na mnie.  Roześmiałam się, nie będąc pewna czy mówi poważnie.
-A widzisz tu kogoś innego? – Pokręciła głową, mrużąc ładne, niebieskie oczy. – Jestem Mia- Wyciągnęłam w jej stronę papierosa. – Chcesz?
-Lena… Tak na środku boiska?
-A to jakaś różnica gdzie?
-Raczej nie chce podpaść pierwszego dnia. – Wywróciłam oczami, cofając rękę i wkładając papierosa do ust.
-Sama się przekonasz, że w tej szkole niewiele ich obchodzimy.
-Czyli nie jesteś nowa. – Stwierdziła trochę rozczarowana.
-Jak widać – Uniosłam brwi, przyglądając się jej uważniej. Była wyższa ode mnie o głowę, jej platynowe włosy sięgały prawie pasa, a niebieskie oczy wydawały się być rozsądne. – Która klasa?
-Trzecia.
-Liceum? – Zaśmiała się cicho.
-Gimnazjum.
-Wow, no cóż wyglądasz na trochę straszą.
-Jak widać pozory mylą. – Uśmiechnęła się delikatnie.
-Może będziesz w mojej klasie. – Powiedziałam z nadzieją.
-Trzecia D. – Oznajmiła, mrugając do mnie.
-No to od dziś jesteś na mnie skazana. – Zachichotałam i pociągnęłam ją w stronę wejścia.
-Mam się śmiać czy płakać? – Spytała żartobliwie.
-Powiem ci tylko tyle… Nie będziesz się z nami nudzić.
- Z nami? – Zapytała zdziwiona.
-A co myślałaś, że bawię się w pojedynkę? – Wzruszyła ramionami. – Przygotuj się na wiele. – Powiedziałam poważnie. Wiedziałam, że idealnie będzie do nas pasować. Wystarczy ją trochę rozruszać. Nie brakowało mi przyjaciół, ale teraz potrzebowałam czegoś nowego w swoim życiu. A taka blondynka idealnie pasowała. Byłam o tym święcie przekonana.
-Już się boje. – Zachichotała nerwowo, otwierając prze nami drzwi.
-Życia nie warto się bać. Należy tylko brać tyle ile nam się należy. – Powiedziałam cicho z uśmiechem.

Paula

Drzwi od łazienki otworzyły się z hukiem i do środka wpadła Mia z jakąś wystraszoną blondynką. Obrzuciłam je zdziwionym spojrzeniem, siadając na kolanach Michała, który był równie zdziwiony, jak ja.
-Siema. – Zawołała wesoło Mia. Odkąd pamiętam Mia przypominała mi radosnego elfa, który ukrywał swoje smutki i problemy przed światem. Dopiero po śmierci mamy jej płomień przygasł i stał się mroczny. Tylko ja wiedziałam, jaka ona jest. Byłyśmy przyjaciółkami od dobrych kilku lat i wiedziałyśmy o sobie wszystko.
-Cześć M. – Przywitał się Adrian, który od razu się ożywił. Chłopak był wysokim blondynem z mocno zarysowaną szczęką i szerokimi barami. Połowa dziewczyn w szkole uganiała się za nim, a druga połowa była wierna Kamilowi, który był jego totalnym przeciwieństwem. Czarne włosy, tajemniczy i cholernie wredny. Lubił wszystkim wokoło dogryzać. Przymilałam się do obu, ale w końcu wypadło na Michała, który trzy lata temu doszedł do naszej szkoły. Michał potrafił grać idealnego chłopaka, którego można przedstawić rodzicom, ale ‘’ po godzinach’’  był taki… No cóż jak my wszyscy.  Cudownie się czułam przy tym brunecie o zielonych oczach.
-To Lena. – Mia wskazała na dziewczynę, która uśmiechnęła się nieśmiało. – Myślę, że ją polubicie. – Zaświergotała Mia i pchnęła Lenę, by to się do nas zbliżyła.
-Cześć. – Wydukała cicho, na co parsknęłam śmiechem.
-Dziewczyno my nie gryziemy! – Zawołałam do niej.
-Mów za siebie. – Zażartował Kamil. – Blondynka uśmiechnęła się sympatycznie, kiwając głową.
-Mia powiedziała, że mogę spodziewać się wszystkiego. – Adrian wybuchnął śmiechem.
-M opowiada wiele wymyślnych historii. – Wyjaśnił blondyn.
- I rzadko z tego co mówi jest prawdą, bo zazwyczaj jest zbyt pijana, by myśleć, co mówi – Dodał zgryźliwie Kamil, na którym spoczęły wszystkie spojrzenia.
-Nie udzielaj się – Warknęła Mia  -No więc… - Przybrała swój idealnie wyćwiczony uśmiech. – To Adrian, ta czerwona to Paula – ze śmiechem wskazała na mnie, a ja odgarnęłam swoje sięgające ramion, czerwone włosy do tyłu.– ten pod nią to Michał.  A to coś – Pokazała palcem na czarnowłosego. – To Kamil, ale nie zaprzątaj sobie nim głowy.
-Jesteś wredna skarbie. – Skwitował Kamil, ale Mia go zignorowała.
-Jest jeszcze Kuba. Mój brat, ale on pewnie szlaja się gdzieś po szkole.
- I wszyscy się znacie? – Zapytała zdziwiona, siadając obok Adriana, który chyba był z tego zadowolony.
-Ta szkoła łączy najlepszych. – Powiedziałam, szeroko się uśmiechając.
-Spekulowałbym na ten temat. – Wtrącił Kamil.
-Oj zamknij się! – Posłałam mu groźne spojrzenie, uciszając tym samym, za nim zrobiła to Mia. Nienawidzili się( bynajmniej próbowali udawać, że tak jest) i każdy o tym wiedział, ale nikt nie mówił o tym głośno. – Ty spekulowałbyś na każdy temat. – Uśmiechnął się złośliwie.
-Bo na każdy temat jest coś do powiedzenia. -  Wywracając oczami, zerknęłam z powrotem na Lenę.
-Skąd jesteś?
-Z Wrocławia. Ojciec dostał lepszą fuchę i musieliśmy się przeprowadzić.
-Kiedyś im za to podziękujesz. – Oznajmiła Mia, zapalając szluga.
-Nie byłbym tego taki pewien. – Powiedział cicho Kam.

-Wygląda na miłą. – Stwierdził Michał, przyciągając mnie do siebie. Dzwonek na lekcje był jakieś piętnaście minut temu, więc szliśmy kompletnie pustym korytarzem.
-Tak, tylko jest strasznie cicha. – Splotłam swoje palce z jego.
-Nie boisz się?
-Czego? – Spojrzałam na niego pytająco.
-Że Mia wybierze ją. – Zastanowiłam się chwile nad jego słowami. M strasznie jarała się Leną, ale czy miałam czego się obawiać?  Znałyśmy się od podstawówki, dzieliłyśmy się swoimi sekretami i tajemnicami, czy Lena mogła być zagrożeniem? Wprawdzie Mie niewiele obchodzili inni ludzie ( przynajmniej starała się by tak to wyglądało)… Mia była do tego zdolna.
-Nie. –Skłamałam.  Poczochrał moje włosy  z delikatnym uśmiechem.
-Czasem lepiej przygotować się na rozczarowanie. – Powiedział miękko, na co wywróciłam oczami.
-Idziemy na lekcje, czy odpuścimy sobie pierwszy dzień szkoły? – Spytałam kusząco.
- W tym roku nie pozwolę ci wagarować.
-Ej! Nie zabawiaj się w mojego tatuśka, którego nie mam. – Powiedziałam na wpół poważnie, na wpół żartobliwie.  Tak naprawdę miałam tatę, jeżeli można było go w ogóle tak nazwać. Rodzice byli rozwiedzieni, a on rzadko się mną interesował. Wpadał raz na trzy miesiące, a na święta i urodziny wysyłał mi kartki z życzeniami i pieniądze, które wydałam na najdroższą wódkę by czcić swoje zdrowie. Nie brakowało mi go.  Przyzwyczaiłam się.
- Ktoś musi się o ciebie troszczyć. – Wyszeptał, całując mnie w czoło.
-Zatroszczyłbyś się o mnie w inny sposób. – Zamruczałam.
-Po lekcjach skarbie. – Uśmiechnął się seksownie, zatrzymując się przed klasą, w której miałam właśnie lekcje. – A teraz idź się edukować.
-Jesteś okropny.
-Dlatego mnie kochasz.
-Ech, ktoś musi kochać to co odrzucone. – Zażartowałam. Poklepał mnie po tyłku i pchnął w stronę drzwi.
-Do zobaczenia złośnico. – Ze śmiechem pokazałam mu środkowy palec i weszłam do środka.
-Panna Majewicz. Jak miło. Nowy kolor włosów? – Spojrzałam na starą prukwę ze słodkim uśmieszkiem.
-Blond mi się znudził.
-Szkoda, że spóźnianie ci się nie znudziło. – Powiedziała ostro, wciąż mierząc mnie wzrokiem. Była gruba i niska. Czasem zastanawiałam się jakim cudem mieści się w drzwiach. Po czole spływały jej małe kropelki potu, które wywoływały u mnie obrzydzenie.
-W naszej szkole łatwo się zgubić. – Oznajmiłam próbując się nie roześmiać.
-Tak, szczególnie chodząc tu od czterech lat.
-Mam słabą pamięć. – Wyraz jej twarzy lekko mnie przeraził.
-Gdzie twoja przyjaciółka? – Wzruszyłam obojętnie ramionami, choć doskonale wiedziałam gdzie Mia.
-Nie wiem. – Skłamałam.
-Oczywiście. Siadaj. – Gdy odwróciła się do mnie plecami, strzeliłam do niej z niewidzialnego pistoletu, na co klasa wybuchnęła śmiechem i zajęłam swoje miejsce. I znów się zaczyna.

Adrian

-Dziś jest u mnie impreza. – Oznajmiła radośnie Mia, poprawiając swoje czarne włosy, przeglądając się w lusterku.
-Z jakiej okazji? – Spytałem, kątem oka obserwując Lenę. Była ładna. Nie to mało powiedziane. Była niesamowicie piękna i seksowna. Tak, tak lepiej brzmi.
-Z okazji rozpoczęcia roku? – powiedziała jakby było to oczywiste.
-Rozpoczęcie było wczoraj. – Przypomniałem.
-To jest warte świętowania? – Wtrącił znudzonym głosem Kamil.
-Wszystko jest warte świętowania. Nawet pogrzeb. – Odpowiedziała zanim zdała sobie sprawę z tego, że pytanie zadał Kamil, gdy to do niej dotarło, odwróciła się w jego stronę i posłała mu gniewne spojrzenie. Śmieszyła mnie ich  udawana nienawiść. Każdy kto by ich znał wiedziałby, że lecą na siebie.  – Lena oczywiście jesteś obowiązkowym gościem. – dodała znów się uśmiechając. – Blondynka wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała.
-Jeżeli wezmę ze sobą brata to rodzice mnie puszczą. – Powiedziała wpatrując się dużymi niebieskimi oczami w mię.  Za to mnie i Kamila unikała wzrokiem.
-masz brata? – Zapytałem za nim zdążyłem się powstrzymać. Zerknęła na mnie ze śmiechem.
-To takie dziwne.
-No nie. – Jaki ze mnie idiota.
-Ma na imię Damian. Jest w drugiej klasie.
-Jak my. – Oświadczył Kam.
-No to będziecie mieli nowego kolegę.
-Jest podobny do ciebie? – Spytała zaciekawiona Mia.
-Nie ma to znaczenia, jestem pewna, że jest adoptowany. – Powiedziała żartobliwie, na co wszyscy parsknęli śmiechem.
-jednym słowem jest idiotą? – Drążyła temat czarnowłosa.
-Między innymi. – Z uśmiechem spojrzała na wyświetlacz telefonu i nagle poderwała się do góry. – Mój Boże, jesteśmy spóźnieni. – Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni.
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć. – Powiedziałem, obserwując jej rosnące przerażenie.
-O czym ty mówisz?
-My zawsze się spóźniamy. – Wytłumaczył Kamil.
-I nie znacie mojej mamy. – Oznajmiła i niemal wybiegła na korytarz. Mia patrzyła w ślad za nią z cieniem uśmiechu na ustach.
-Pasuje do na, co nie? – Spojrzała na mnie pytająco.
-Chcesz z niej zrobić swoją zabawkę?
-Nie, przyjaciółkę. – Oznajmiła, przekładając torbę przez głowę.
-A Paula?
-Nie zapomnijcie o imprezie. – Powiedziała wymijająco i wyszła. Zerknąłem na Kamila, który wpatrywał się w drzwi.
-Powiedziała nie zapomnijcie?
-Chyba tak, a co? – Spoglądał na mnie ze złowieszczym uśmieszkiem.
-Czyli tez jestem zaproszony. – Wzniosłem oczy do góry.
-I jesteś pewien, że tego chcesz?
-A czemu nie?
-Przecież nienawidzicie się. – Powiedziałem sarkastycznie.
-To ona mnie nie znosi. -Szepnął.
-A ty jej nie? – Spytałem, mimo że znałem odpowiedź.
-Nie jesteś idiotą Adrian.
-To czemu nie powiesz jej prawdy?
-Bo jestem realistą.
-Chyba kretynem.

Lena

-Nie wierze, że mnie w to wplątałaś. – Warknął Damian, idąc obok mnie ze wściekłą miną.
-Oj przestań. Przyda ci się trochę rozrywki. – Powiedziałam, dając mu kuksańca w bok.
-Nie znasz tych ludzi.
-Ale mam okazje poznać, a po za tym wydają się być…- zamilkłam na chwile zastanawiając się nad dobrym słowem, ale nic nie przyszło mi do głowy więc dodałam tylko –sympatyczni. – Gdyby Mia nie podeszła do mnie pierwsza, w życiu nie zagadałabym do żadnego z nich. Nie byłam osobą aspołeczną, ale oni onieśmielali ludzi. W całości… Nawet każde z osobna wyglądali, jak wyjęci wprost z amerykańskiego serialu dla nastolatków. Idealni i nieosiągalni, a ja miałam szanse stać się jedną z nich.
-Będziesz tego żałować. – Szepnął, gdy stanęliśmy przed mniemanym domem Mii. Jeszcze stojąc na ulicy słyszałam dudniącą w domu muzykę.
-Czasem trzeba ryzykować. – Ruszyłam do drzwi, a on za mną. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni, ale z wiekiem przestaliśmy się rozumieć. Zastanawiałam się czy to przez to, że ja jestem dziewczyną,  a on chłopakiem, czy to przez różnice naszych charakterów, jednak byłam pewna jednego… Już nigdy nie będzie tak samo. Zapukałam mocno, a po chwili otworzył nam uśmiechnięty, wysoki chłopak o kręconych, czarnych włosach. Był podobny do siostry, choć jego oczy były o wiele jaśniejsze, jak jej były niemal czarne tak jego były prawie piwne. Wyszczerzył białe zęby w uśmiechu i zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry, przystając tu i tam. Miałam na sobie jeansową spódniczkę i różową bluzkę, ale w tej chwili czułam się naga.
-Ty pewnie jesteś Lena- Przytaknęłam- Jestem Kuba.
-Brat Mii. – Dodałam.
-Dokładnie, a to twój chłopak? – Z przerażeniem spojrzałam na Damiana. Mój brat moim chłopakiem? Miałam ochotę się zrzygać .
-Mój boże, nie. To mój brat. – Wyjaśniłam z obrzydzeniem. Kuba wybuchł śmiechem, podając Damianowi rękę.
-Sory stary. Wchodźcie. Przepuścił nas w drzwiach, a mnie od razu uderzył zapach wódki, papierosów i zioła.  Zrobiłam kilka kroków i stanęłam oniemiała. Paula siedziała na kolanach Michała wpijając mu się w usta, trzymając papierosa w ręku, obok nich walały się butelki po piwie i wódce. Adrian razem z Kamilem rozsiedli się na kanapie. Byli na wpół przytomni, z przymrużonymi powiekami i uśmieszkami na ustach, nie wiedzieli za pewne co się dzieje wokół. Byli w swoim świecie. Mia tańczyła u szczytu schodów z butelką whisky w jednej ręce, a skrętem w drugiej, na mój widok uśmiechnęła się szeroko i zbiegła do połowy schodów, usiadła i poklepała miejsce obok siebie.  Spojrzałam na Damiana, ale on już był zagłębiony w rozmowie z Kubą. Wzruszyłam ramionami i przekonując samą się, że dobrze zrobiłam przychodząc tutaj, ruszyłam w stronę Mii.
-Cześć maleńka. – Cmoknęła mnie w policzek, gdy usiadłam obok.
-Hej. – Podała mi butelkę whisky, którą przyjęłam niepewnie.
-Jak ci się podoba? – Na jej ciemnoczerwonych ustach błąkał łobuzerski uśmiech.
-Jest fajnie.
-No to pij i się rozluźnij. – Mrugnęła do mnie i złapała bucha.
-A twoi rodzice? – Spytałam zaniepokojona. Mia tylko prychnęła.
-Ojciec, jak zwykle jest w pracy. Nie martw się zazwyczaj wraca nad ranem, a po za tym już się przyzwyczaił. – Powiedziała z obojętnością.
-A mama? – Oblizała wargi, odwracając wzrok.
-Nie żyje od trzech lat.
-Och – wymsknęło mi się. – Przykro mi. – Przystawiłam butelkę do ust, by w końcu się zamknąć.
-Take życie, nie? – Wstała i wbiegła na górę. Chyba przestanę zadawać jakiekolwiek pytania. Pociągnęłam długi łyk, na kocu krzywiąc się z od razu. Nie stykałam się zbyt często z alkoholem , ale czułam, że się to zmieni.  Gdy zauważyłam, że Kamil gdzieś zniknął usiadłam obok Adriana.
-Chyba zaraz uśniesz. – Zaśmiałam się, przyglądając się jego minie. Na dźwięk mojego głosu, otworzył szerzej oczy i zaczął mi się przyglądać. Jego źrenice były tak wielkie, że niemal kompletnie zasłaniały białka.
-Ty mi na to nie pozwolisz. – Powiedział z przekonaniem.
-Czemu?
-Twoja osoba za bardzo mnie rozprasza. Parsknęłam śmiechem, patrząc na niego, jak na wariata.
-Dobry ćpuński żart. – Zrobił urażoną minę.
-Nie jestem ćpunem.
-Wybacz, ale w tej chwili tak wyglądasz. – Splótł dłonie na klatce naburmuszony. Wyglądał, jak mały, obrażony chłopczyk . Roześmiałam się, upijając kolejny łyk.
-Ładnie wyglądasz, jak się śmiejesz.
-Bredzisz. – Wstał chwiejnie i spojrzał na mnie, uśmiechając się czarująco.
-Ciężko cie przekonać, ale może zatańczymy? –Powstrzymując się od śmiechu, wstałam i ujęłam jego wyciągniętą dłoń.
-Skoro nalegasz.

Kamil

 Świat wokół mnie wydawała się zabawnie wirować, a nogi niemal odmawiały posłuszeństwa. Ledwo  wdrapałem się po schodach na górę, a potem do pokoju Mii. Dziewczyna siedziała na łóżku z wódką między  nogami,. Bolało patrzenie na to jak się stacza.  Podniosła na mnie wściekłe spojrzenie. Jej oczy były czerwone i opuchnięte, jakby dopiero płakała.
 -Czego chcesz? – Warknęła, odrzucając zeszyt na bok i sięgając po butelkę.
 -Płakałaś? – Spytałem miękko, zamykając za sobą drzwi.
 -Co cie to obchodzi? – Wzruszyłem ramionami, siadając obok niej.
 -Jestem pijany.
 -Chyba ujarany.
 -Nie widzę różnicy.
 -Nie widzisz wielu rzeczy. – Powiedziała zgryźliwie.
 -Mogłabyś choć na tą jedną noc zapomnieć o przeszłości?
 -Przeszłości nie da się tak łatwo wymazać – Spojrzała na mnie wyzywająco. Mimo jej protestów,  odstawiłem wódkę na podłogę i usiadłem naprzeciwko niej.  – Przerażasz mnie.
 -Wiesz, że cie nie nienawidzę, prawda?
 -Nie okazujesz tego specjalnie. – Skwitowała sarkastycznie.
 -Przepraszam. – Szepnąłem szczerze.
 -Za co?
 -Za wszystko. – Wyglądała na zdziwioną.
 -I uważasz, że to coś zmieni.
 -Nie, ale tylko na chwile o tym zapomnij. – Powiedziałem i ją pocałowałem. Nie odepchnęła mnie tak, jak  się tego spodziewałem. Odwzajemniła pocałunek, który za chwilę zmieszał się z jej łzami. Odsunąłem się, by  spojrzeć na jej twarz.
 -O co chodzi? – Nie odpowiedziała, tylko wybuchła płaczem. Nie wiedząc co zrobić, przytuliłem ją starając  się dać jej pocieszenie.